czwartek, 8 grudnia 2011

Krzesło elektryczne

Na pomysł powstania krzesła elektrycznego wpadł... dentysta, Alfred P. Southwick. Jego pacjent zmarł w fotelu na skutek przypadkowego dotknięcia przewodu pod napięciem. Angielskie slowo electrocution oznacza przede egzekucję na krześle elektrycznym, a powstało z połączenia słów: execution i electricity. Dopiero później zaczęło oznaczać każdą śmierć spowodowaną porażeniem prądem.
W tym czasie, gdy dentysta wpadł na pomysł wykorzystania krzesła i prądu, pomiędzy T. Edisonem a G. Westinghose'em wybuchła ostra rywalizacja dotycząca typu produkowanego prądu. Edison był zwolennikiem prądu stałego, przekonywał społeczeństwo, że prąd zmienny jest niebezpieczny i w dowód na to, że ma rację wykorzystywał go do przeprowadzania egzekucji. Pod koniec XIX wieku "badał" działanie testowanego urządzenia (wraz z właścicielem patentu na krzesło elektryczne -  Haroldem Brownem) uśmiercając wiele gatunków zwierząt. Z tego wniosek płynął jeden: że najlepszym w uśmiercaniu żywych istot jest prąd zmienny.
Pierwszy wyrok za pomocą tego wynalazku wykonano w 1908 roku w Stanach Zjednoczonych, w Auburn. Skazanym był William Kemmler, który zamordował swoją konkubinę siekierą. Przy pierwszej próbie egzekucja się nie powiodła. Kemmler był rażony prądem przez 17 sekund, ale przeżył. Napięcie zostało podniesione do 2000 V, lecz generator potrzebował czasu, żeby się ponownie naładować. W tym czasie poważnie poparzony Kemmler jęczał. Druga próba trwała ponad minutę, a cała scena była opisywana przez wielu świadków jako straszna: zapach palonego ciała i dym unoszący się z głowy Kemmlera. George Westinghouse w późniejszym komentarzu stwierdził: "lepiej by zrobili używając siekiery". Reporter, który był również świadkiem egzekucji powiedział, że było to "obrzydliwe widowisko, dużo gorsze niż powieszenie"...
Okazuje się również, że krzesła elektryczne znalazły nie tylko zastosowanie w szeroko pojętym sądownictwie.
W lipcu 2011 roku małżeństwo Andrew i Margaret Castle (mający oboje po lat 61), w pewnym angielskim miasteczku, w hrabstwie Lancashire uchodzili za wzorową parę. Ale, jak to bywa z wzorowymi małżeństwami, prawda nigdy nie jest taka, jak ją widzą inni. Otóż za zamkniętymi drzwiami garażu mąż konstruował dla żony... krzesło elektryczne. Za powód miał wystarczyć fakt, że pani Margaret chciała się rozwieść. Gdy wynalazek był gotowy, Andrew zwabił żonę do garażu i powiedział, by na chwilę usiadła, bo muszą porozmawiać. Kobieta w ostatniej chwili zorientowała się, co jej grozi i zdołała uciec. Pomysłodawcę niedoszłego czynu skazano na 10 lat więzienia.
Kobiety, żony swoich mężów, uchodzących za złote rączki - bądźcie czujne albo... do grobowej deski, choćby na kolanach po rozżarzonych węglach!


















źródła: Wikipedia, "1001 Wynalazków"; www.se.pl

4 komentarze:

  1. Przypomniało mi się jak w podstawówce dentystka robiła "łapanki" na lekcjach. To jej spojrzenie...
    -Ty!
    -i ty!
    -...i może jeszcze...

    W takiej chwili nawet moje drewniane krzesełko na moment stawało się elektrycznym ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie to jednak są pomysłowi, nie ma co.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mamy garażu...Hmmm...to chyba dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas to ja częściej siedzę w warsztacie ....

    OdpowiedzUsuń