czwartek, 25 listopada 2010

Najwyższa góra znajduje się...

Na Marsie.
Jest tam najwyższy szczyt spośród wszystkich znanych nam we wszechświecie, czyli i w Układzie Słonecznym, olbrzymi wulkan, nazwany Górą Olimp (Olympus Mons). Wznosi się na wysokość 22 kilometrów, a jego podstawa ma średnicę 624 kilometrów, czyli jest tak duży, że mógłby przykryć Arizonę lub całe Wyspy Brytyjskie.
Jego krater ma średnicę około 72 kilometrów i głębokość ponad 3 km, a zatem udałoby się umieścić w nim np. Londyn.
Można by się sprzeczać, czy ten wulkan jest górą. Szczyt jego jest płaski, a jego zbocza nie są strome. Ich nachylenie mieści się w granicach tylko 1-3 stopni, więc przy wejściu na jego szczyt nie odczulibyśmy żadnej zadyszki. Jednak określa się, że górę stanowi jej wysokość...

piątek, 19 listopada 2010

Największe COŚ, co połyka płetwal błękitny, to...

Grejpfrut.
Nic większego od grejpfruta nie przejdzie mu przez gardło, a co ciekawe, ma ono taki sam rozmiar, jak  średnica jego pępka (wielkość deserowego talerzyka). Dość osobliwe porównanie, ale nie znalazłam innego.
Płetwale w ogóle są dość osobliwe...
Bo czy to normalne, żeby przez osiem miesięcy w roku NIC nie jeść? One właśnie takie są. Potem podczas całego lata jedzą non stop. Zjadają trzy tony pożywienia dziennie. Ich dieta składa się z malutkich, różowych, krewetkopodobnych skorupiaków o nazwie kryl. I płetwale bardzo je lubią. Kryl stanowi w oceanach wielkie zbiorowiska, czasami o masie ponad 100 tysięcy ton, więc płetwal najprawdopodobniej czuje się pośród niego, jak w wypasionej restauracji.
Z powodu małej średnicy gardła, płetwal błękitny nie mógłby połknąć Jonasza ani jego potomków. Istnieje tylko jeden waleń, który mógłby połknąć człowieka w całości. Jest nim kaszalot. Jednak zjadliwość jego soków żołądkowych nie pozwoliłaby człowiekowi długo "gościć".

Poza małym gardłem, wszystko w płetwalu jest ogromne.
Ma 32 metry długości, co czyni go największą ze wszystkich istot, jakie kiedykolwiek żyły na Ziemi - jest trzy razy większy od największego dinozaura i waży tyle, co 2700 osób.
Jego język jest cięższy niż słoń (!).
Serce ma wielkość samochodu rodzinnego.
Żołądek może pomieścić toną pożywienia na raz.
Robi największy hałas ze wszystkich zwierząt - częstotliwość jego głosu wydającego dźwięk pt."hmmm" inne walenie rozpoznają z odległości ponad 16 tysięcy kilometrów.
Bagatelka...

piątek, 29 października 2010

Z którego piętra należy wyrzucać kota?

Z wyższego niż siódme.


Zacznę od wyjaśnienia, co to jest prędkość graniczna.
To punkt, w którym ciężar spadającego ciała wyrównuje opór powietrza, dzięki czemu ciało przestaje przyspieszać. Dla kotów wartością graniczną jest prędkość 100 km na godzinę - jeśli tylko się rozluźnią, odpowiednio rozstawią łapy, wówczas opadną na ziemię jak wiewiórka.
Dla ludzi prędkość graniczna szacowana jest na około 195 km na godzinę. Wartość ta osiągana jest podczas swobodnego spadania z wysokości ok. 550 metrów.
Wracając do kotów... Znane są przypadki kotów, które spadały z trzydziestego i wyższych pięter i nic im się nie stało. Jeden kot znany jest z tego, że przeżył upadek z czterdziestego szóstego piętra. A już największe wrażenie robi historia kota, którego celowo wyrzucono z samolotu Cessna na wysokości 244 metrów... I przeżył.
Koty spadające z niższych niż siódme piętro odniosą poważne obrażenia podczas upadku. Innymi słowy, im dłużej kot spada, tym większe ma szanse na to, że nic mu się nie stanie.
W historii ludzkości znane są również przypadki swobodnego spadania... ludzi. Najsławniejszym jest wypadek Vesny Vulović, która spadła z 10 600 metrów, kiedy na pokładzie jugosławiańskiego samolotu DC - 10, którym leciała doszło do zamachu terrorystycznego. Złamała obie nogi i doznała urazu kręgosłupa, ale przeżyła: dzięki temu, że główną siłę uderzenia przyjął jej fotel połączony z kabiną toaletową.
Drugim przypadkiem w dziejach ludzkości, w którym człowiekowi udało się przeżyć tzw. swobodne spadanie z bardzo dużej wysokości, to historia starszego sierżanta lotnictwa Nicholasa Alkemande, tylnego strzelca RAF-u. W 1944 roku wyskoczył on ze swojego płonącego Lancastera i spadał z 5 800 metrów. Jego upadek złagodziła najpierw sosna, a następnie zaspa śnieżna. Wyszedł z tego bez szwanku.
Siedział potem w śniegu i palił papierosa.

"Koty są po to, by nauczyć nas, że nie wszystko w naturze ma określoną funkcję."Garrison Keillor

piątek, 22 października 2010

Nie wzywaj aligatora, dopóki nie przekroczysz rzeki

Pokonać krokodyla, takiego do dwóch metrów jest... bardzo proste. Potrzebna jest do tego gumka recepturka i odrobina odwagi, która pozwala na wykonanie kilku zgrabnych czynności. Wykonanie ich byłoby dowodem na to, że jesteśmy w stanie przeciwnym do stanu skrajnego sparaliżowania odbierającego człowiekowi instynkt przeżycia.
Ale od początku.
Krokodylowe mięśnie szczęki podczas zamykania można porównać do siły, jaką przejawia spadająca z urwiska ciężarówka. Milutko... Natomiast mięśnie, które otwierają szczęki są tak słabe, że zamkniętą paszczę można utrzymać jedną ręką. Dlatego nałożywszy mu na pysk gumkę recepturkę zdążysz uciec, zanim otworzy paszczę. Tylko nie zapomnij włożyć gumki do bermudów.
Jeśli komuś się jeszcze wydaje, że krokodyle płaczą, niech porzuci ten mit ze średniowiecznych opowieści podróżniczych. Krokodyle mają co prawda kanały łzowe, ale kończą się one bezpośrednio w pysku, łzy więc nie są widoczne na zewnątrz. To, że ich oczy są wilgotne wynika z czynności przełykania dużego kawałka czegoś tam i fajnie jest, gdy akurat to nie my jesteśmy ich posiłkiem: gruczoły nawilżające oko znajdują się blisko gardła.
Ciekawostką jest - i to powinno uspokoić tych wszystkich, którzy obawiają się spotkać aligatora w kanałach ściekowych, a potem u wrót swoich sedesów - że krokodyle nie przetrwają bez słonecznego promieniowania, albowiem ma ono pomóc im przetworzyć wapń: niezbędny im do życia bardziej niż nasze udo i stopa.
Z innych ciekawostek wynika, że soki trawienne krokodyli zawierają tak dużo kwasu solnego, że mogą rozpuścić żelazo i stal.
Krzepiące.

piątek, 15 października 2010

Iskające małpy

Małpa w odróżnieniu od człowieka może bez trudu drapać się po plecach, jak i dowolnej części ciała, choć to drugie nie dziwi, bo my też to potrafimy. Dlaczego więc takie szympansy czy gibbony przeszukują nawzajem swoją sierść? Czego dowodzą takie zachowania? Naukowcy twierdzą, że robią to z powodów czysto towarzyskich. Ta wzajemna pielęgnacja jest jednym z nielicznych wspólnych przedsięwzięć i jedynym dowodem na to, że są one zdolne do jakiejkolwiek współpracy. I na tym ich współdziałanie się kończy. Potem zaczyna się prawdziwe życie, czyli brak altruizmu i współczucia.
Pozostając na swobodzie naczelne iskają się często, ale trwa to krótko. Zazwyczaj próbują pozbyć się pasożytniczych owadów, choć mogą cierpieć również na jakieś schorzenia skóry. Wydzielając przez pory skóry sól próbują również pozbyć się słonych płatków ze swojej sierści.