Ludzie, którzy podziwiają wielkie, piękne (? - rzecz gustu) żabie oczy, których rozmiary mogą wpędzić człowieka w potężne kompleksy powinni wiedzieć, że niewidoczna część żabiej gałki ocznej wystaje częściowo do jamy gębowej.
Okazuje się, że żaby nie mogą nic przełknąć, jeżeli nie użyją oczu do przepchnięcia jedzenia w dół żołądka. Ludzie do tego zadania potrzebują jedynie języka, a żaby posługują się oczami. Jeżeli obniżą położenie gałek ocznych mogą przepchnąć jedzenie w jamie gębowej. Ten sam mechanizm wykorzystują podczas oddychania, ponieważ nie mają przepony.
Żaby żywią się ślimakami, dżdżownicami, pająkami, owadami i ich larwami i innymi drobnymi zwierzętami.
W zasadzie gdybym jadła to, co jedzą żaby, też zamykałabym oczy podczas przełykania…
niedziela, 4 lipca 2010
sobota, 19 czerwca 2010
Czym uczniowie, nauczyciele, studenci... piszą na tablicy, tudzież chodnikach?
Gipsem.
Szkolna kreda jest tylko umownie nazwana kredą. Kreda to węglan wapnia, tak jak koral, wapień, marmur, szkielety ludzi i ryb, soczewki oczne, kamień w czajniku oraz tabletki na niestrawność (np. Alka - Seltzer).
Gips to siarczan wapnia. Różnica może wydawać się niewielka, bo choć oba minerały wyglądają bardzo podobnie, w rzeczywistości dość znacznie się od siebie różnią - nawet nie są zbudowane z tych samych pierwiastków chemicznych.
Wiele jest substancji o zupełnie różnym wyglądzie, jednak zbudowanych dokładnie z tych samych pierwiastków chemicznych. Na przykład: wodór, węgiel i tlen. Łączone w różnych proporcjach tworzą przeróżne substancje, jak testosteron, wanilia, aspiryna, cholesterol, glukoza, ocet, czy alkohol.
Gips, który jest uwodnionym siarczanem wapnia, należy do najbardziej dostępnych minerałów na świecie. Wydobywa się go od co najmniej 4 tysięcy lat.
Gips modelarski w języku angielskim nosi nazwę plaster of Paris. Wzięła się ona stąd, że w gliniastej ziemi Paryża (zwłaszcza na Montmartrze) i okolic znajdują się duże złoża gipsu.
Gips występuje również w postaci naturalnej jako alabaster - śnieżnobiały, prześwitujący materiał, z którego wykonywano posągi, popiersia i wazy. Alabaster można barwić, a gdy się go podda odpowiedniej obróbce termicznej, przypomina marmur. Sproszkowany alabaster dodany do balsamu był dawniej lekiem na chore nogi. Dość powszechnym był proceder obłamywania kawałków kościelnych rzeźb, by sporządzić z nich maść na dolegliwości bólowe.
O ironio, której pod dostatkiem w świecie, słowo gips pochodzi od greckiego gypsos, co znaczy KREDA.
Szkolna kreda jest tylko umownie nazwana kredą. Kreda to węglan wapnia, tak jak koral, wapień, marmur, szkielety ludzi i ryb, soczewki oczne, kamień w czajniku oraz tabletki na niestrawność (np. Alka - Seltzer).
Gips to siarczan wapnia. Różnica może wydawać się niewielka, bo choć oba minerały wyglądają bardzo podobnie, w rzeczywistości dość znacznie się od siebie różnią - nawet nie są zbudowane z tych samych pierwiastków chemicznych.
Wiele jest substancji o zupełnie różnym wyglądzie, jednak zbudowanych dokładnie z tych samych pierwiastków chemicznych. Na przykład: wodór, węgiel i tlen. Łączone w różnych proporcjach tworzą przeróżne substancje, jak testosteron, wanilia, aspiryna, cholesterol, glukoza, ocet, czy alkohol.
Gips, który jest uwodnionym siarczanem wapnia, należy do najbardziej dostępnych minerałów na świecie. Wydobywa się go od co najmniej 4 tysięcy lat.
Gips modelarski w języku angielskim nosi nazwę plaster of Paris. Wzięła się ona stąd, że w gliniastej ziemi Paryża (zwłaszcza na Montmartrze) i okolic znajdują się duże złoża gipsu.
Gips występuje również w postaci naturalnej jako alabaster - śnieżnobiały, prześwitujący materiał, z którego wykonywano posągi, popiersia i wazy. Alabaster można barwić, a gdy się go podda odpowiedniej obróbce termicznej, przypomina marmur. Sproszkowany alabaster dodany do balsamu był dawniej lekiem na chore nogi. Dość powszechnym był proceder obłamywania kawałków kościelnych rzeźb, by sporządzić z nich maść na dolegliwości bólowe.
O ironio, której pod dostatkiem w świecie, słowo gips pochodzi od greckiego gypsos, co znaczy KREDA.
wtorek, 8 czerwca 2010
Toperz NIE! (Krótka rzecz o nietoperzach)
Nietoperze są nieco ekscentryczne. Trochę takie jak dr House.:)
To jedyne ssaki, które potrafią latać. Nocą fruwając, zjadają rozmaite owady (Jak zapewnia M.Tuttle, jeden nietoperz owadożerny „potrafi w ciągu godziny schwytać do 600 komarów, a w ciągu nocy zjeść 3000 owadów”. Ustalono, że pewna kolonia nietoperzy w Arizonie „co noc pożera mniej więcej 160 000 kilogramów owadów, co w przybliżeniu odpowiada wadze 34 słoni!”), a podczas dnia zwisają głową w dół, co jest jednoznaczne z ich przejściem w wymiar delta. To nietypowa jak dla ssaków budowa mięśni pozwala nietoperzom spać w tak przedziwnej pozycji. Gdy nietoperz znajdzie odpowiednią "grzędę", na której mógłby się podwiesić, rozwiera pazury i chwyta ją szponami; zamiast napinać mięśnie, rozluźnia je. Szpony zamykają się pod wpływem ciężaru tułowia. Jest więc to dla nietoperza tak naturalny stan, jak dla człowieka siedzenie w regulowanym fotelu. Natomiast, by sfrunąć ze swojej grzędy, muszą napinać swoje mięśnie i jest to dla niego spory wysiłek.
Ta łatwość zachowania wiszącej pozycji pozwala nietoperzom korzystać z kontrolowanego obniżenia temperatury ciała, zwanej u stałocieplnych zwierząt torporem. W tym stanie, w który nietoperze potrafią się wprowadzić na zawołanie, obniża się temperatura ciała i ciśnienie krwi, a one zastygają w całkowitym bezruchu. Również, gdy jest bardzo zimno, nietoperze potrafią wejść w stan pełnej hibernacji, przez cały czas zwisając głową w dół.
W spaniu głową w dół pomagają nietoperzom również inne anatomiczne osobliwości. Szyja nietoperza jest niezwykle giętka, jeśli więc musi się on obejrzeć za siebie, to bez trudu może wygiąć szyję tak, że wisząc brzuchem do ściany może na nas - ciekawskich przybyłych oglądać te dziwne stworzenia - spojrzeć. Tylne nogi ma ustawione tak, że kolana są zwrócone ku tyłowi, co ułatwia mu wiszenie.
Jak załatwiają się nietoperze, jak samice rodzą swoje małe?
Nie głową w dół. Tu muszą wykrzesać z siebie trochę wysiłku i wspierając się na kciukach znajdujących się na ich skrzydłach zmieniają pozycję na właściwą innym ssakom.
Dlaczego nietoperze śpią głową w dół?
1. Bo mają wątłe nogi o lekkich i cienkich kościach, a to pozwala im szybko latać, natomiast nie pozwala im utrzymywać na nich swojego ciężaru, nie pozwala im stać i chodzić.
2. Zwisanie głową w dół ułatwia im wzbijanie się do lotu. Nietoperze w powietrzu są sprawnymi maszynami latającymi, ich skrzydła nie są wystarczająco silne, by mogły startować z ziemi jak ptaki. Zaatakowane znienacka przez drapieżnika, dzięki wiszącej pozycji potrafią szybko uciec, nawet gdy są pogrążone w torporze - po prostu spadają ze swojej grzędy. Sposób, w jaki te ssaki zrywają się do lotu, przypomina zrywanie się zwierząt niezdolnych do latania, ale nie mają sobie równych, gdy są już w locie.
3. Nietypowy zwis powstrzymuje drapieżniki, ponieważ tak mało pociągające miejsca, w jakich skrywają się nietoperze są albo nieosiągalne dla nich albo trudno dostępne - są to jaskinie, sufity poddaszy oraz stodół.
Do drapieżników atakujących nietoperze zalicza się sowy, jastrzębie, węże, szopy pracze oraz... ludzi.
*Oglądając z moją córką książeczki z ilustracjami zwierząt - gdy miała jakieś dwa lata i świat złożony ze swoich nieskomplikowanych słów - na widok nietoperza wykrzykiwała: "Mama!, toperz nie!!!"
poniedziałek, 24 maja 2010
Czas na biegunach Ziemi
Jak wskazuje się czas na biegunach Ziemi, skoro zbiegają się tam wszystkie strefy czasowe?
Na dwóch biegunach faktycznie zbiegają się wszystkie strefy czasowe i można się zastanawiać jak coraz bardziej nieliczni mieszkańcy najzimniejszych okolic, radzą sobie z tym problemem. Do niedawna obowiązywał tzw. czas uniwersalny (GMT) - uczeni arbitralnie wybierali za strefę czasową na biegunie północnym tę, w której znajduje się Londyn. Teraz jednak nie ma czasu uniwersalnego. Teraz nosi on nazwę skoordynowanego czasu uniwersalnego (UTC). Często stosuje się go jako wzorzec czasu na biegunie północnym, czasem pełni on tę funkcję na biegunie południowym. Do spraw związanych ze strefami czasowymi na biegunach uczeni podchodzą dość beztrosko. Stosują taką strefę czasową, jak chcą, dogodną dla nich samych.
Na przykład większość lotów na Antarktykę odbywa się z Nowej Zelandii, więc najbardziej popularnym czasem na biegunie południowym jest czas nowozelandzki. Amerykańska stacja Palmer, ulokowana na Półwyspie Antarktycznym ustala swój czas według częstego miejsca wyokrętowania - Puenta Arenas w Chile - ktróra przypadkiem należy do strefy czasu urzędowego amerykańskiego. Rosyjska stacja Wostok ma czas skoordynowany z moskiewskim.
Czyli, jeśli wasze dziecko zapyta, o której godzinie Św. Mikołaj wyjeżdża z bieguna północnego, by zdążyć podrzucić wszystkie prezenty dzieciom na całym świecie, można mu śmiało odpowiedzieć, że mieszkając na biegunie Św. Mikołaj na pewno sobie poradzi, bo wszędzie ma tak samo blisko. Musi jedynie nastroić się za każdym razem na inny czas. Wtedy na pewno zdąży, a jak nie zdąży, to całe zamieszanie ze strefami czasowymi nie będzie dla niego żadnym usprawiedliwieniem.
Na dwóch biegunach faktycznie zbiegają się wszystkie strefy czasowe i można się zastanawiać jak coraz bardziej nieliczni mieszkańcy najzimniejszych okolic, radzą sobie z tym problemem. Do niedawna obowiązywał tzw. czas uniwersalny (GMT) - uczeni arbitralnie wybierali za strefę czasową na biegunie północnym tę, w której znajduje się Londyn. Teraz jednak nie ma czasu uniwersalnego. Teraz nosi on nazwę skoordynowanego czasu uniwersalnego (UTC). Często stosuje się go jako wzorzec czasu na biegunie północnym, czasem pełni on tę funkcję na biegunie południowym. Do spraw związanych ze strefami czasowymi na biegunach uczeni podchodzą dość beztrosko. Stosują taką strefę czasową, jak chcą, dogodną dla nich samych.
Na przykład większość lotów na Antarktykę odbywa się z Nowej Zelandii, więc najbardziej popularnym czasem na biegunie południowym jest czas nowozelandzki. Amerykańska stacja Palmer, ulokowana na Półwyspie Antarktycznym ustala swój czas według częstego miejsca wyokrętowania - Puenta Arenas w Chile - ktróra przypadkiem należy do strefy czasu urzędowego amerykańskiego. Rosyjska stacja Wostok ma czas skoordynowany z moskiewskim.
Czyli, jeśli wasze dziecko zapyta, o której godzinie Św. Mikołaj wyjeżdża z bieguna północnego, by zdążyć podrzucić wszystkie prezenty dzieciom na całym świecie, można mu śmiało odpowiedzieć, że mieszkając na biegunie Św. Mikołaj na pewno sobie poradzi, bo wszędzie ma tak samo blisko. Musi jedynie nastroić się za każdym razem na inny czas. Wtedy na pewno zdąży, a jak nie zdąży, to całe zamieszanie ze strefami czasowymi nie będzie dla niego żadnym usprawiedliwieniem.
wtorek, 11 maja 2010
Dlaczego inni ludzie słyszą nasz głos inaczej niż my?
Czy istnieje medyczne wyjaśnienie tego zjawiska? Że odmawiamy akceptacji brzmienia własnego głosu słysząc go nagranego na taśmie?
Można, a nawet trzeba to wyjaśnić.
Dźwięki tworzą się w krtani, skąd dobywają się drgania. Część drgań przewodzi powietrze - i to właśnie słyszą nasi znajomi, przyjaciele, przyjaciele naszych przyjaciół i dyktafon - gdy mówimy. Druga część drgań jest kierowana przez płyny i lite części głowy. Nasze ucho wewnętrzne i środkowe są częścią jam wydrążonych w kości - najtwardszej kości czaszki. Ucho wewnętrzne zawiera płyn, a ucho środkowe - powietrze, które wzajemnie na siebie napierają. Krtań jest również otoczona miękką tkanką przenikniętą płynem.
Dźwięk w powietrzu przenosi się inaczej niż w ciałach stałych czy w płynach i właśnie ta różnica tłumaczy wszystkie różnice toniczne, jakie słyszymy w nagraniu własnego głosu.
Poza tym, gdy mówimy, nie słyszymy swojego głosu wyłącznie uszami z zewnątrz, tak jak słyszymy innych, ale również dzięki słuchowi wewnętrznemu, tzw. przewodzeniu kostnemu.
Bo kto słyszy prawdziwy dźwięk podczas solowej gry na gitarze? Publiczność słuchająca wzmocnionego, acz zniekształconego brzmienia? Gitarzysta, słyszący kombinację zniekształcenia i dźwięku przed jego zniekształceniem? Czy też najprawdziwszy dźwięk zarejestrowałby magnetofon umieszczony wewnątrz samej gitary?
To dyskusyjna kwestia.
Ale ta sama zasada odnosi się do głosu ludzkiego. Nie możemy jednoznacznie powiedzieć, że to magnetofon albo że to mówca słyszy "właściwy" głos; możemy jedynie stwierdzić, że te głosy rzeczywiście się różnią.
W mózgu mamy zakodowane wspomnienia naszego głosu i to wspomnienie jest bogatsze niż sam głos, który słyszymy podczas odtwarzania go z taśmy.
Faktem jest, że słuchanie nagrania własnego głosu przypomina słuchanie ulubionej symfonii w kiepskim radiu tranzystorowym - dźwięk coś-jakby nam przypominał, ale zdaje się że tylko słabą, a nawet marną imitację autentyku.
Można, a nawet trzeba to wyjaśnić.
Dźwięki tworzą się w krtani, skąd dobywają się drgania. Część drgań przewodzi powietrze - i to właśnie słyszą nasi znajomi, przyjaciele, przyjaciele naszych przyjaciół i dyktafon - gdy mówimy. Druga część drgań jest kierowana przez płyny i lite części głowy. Nasze ucho wewnętrzne i środkowe są częścią jam wydrążonych w kości - najtwardszej kości czaszki. Ucho wewnętrzne zawiera płyn, a ucho środkowe - powietrze, które wzajemnie na siebie napierają. Krtań jest również otoczona miękką tkanką przenikniętą płynem.
Dźwięk w powietrzu przenosi się inaczej niż w ciałach stałych czy w płynach i właśnie ta różnica tłumaczy wszystkie różnice toniczne, jakie słyszymy w nagraniu własnego głosu.
Poza tym, gdy mówimy, nie słyszymy swojego głosu wyłącznie uszami z zewnątrz, tak jak słyszymy innych, ale również dzięki słuchowi wewnętrznemu, tzw. przewodzeniu kostnemu.
Bo kto słyszy prawdziwy dźwięk podczas solowej gry na gitarze? Publiczność słuchająca wzmocnionego, acz zniekształconego brzmienia? Gitarzysta, słyszący kombinację zniekształcenia i dźwięku przed jego zniekształceniem? Czy też najprawdziwszy dźwięk zarejestrowałby magnetofon umieszczony wewnątrz samej gitary?
To dyskusyjna kwestia.
Ale ta sama zasada odnosi się do głosu ludzkiego. Nie możemy jednoznacznie powiedzieć, że to magnetofon albo że to mówca słyszy "właściwy" głos; możemy jedynie stwierdzić, że te głosy rzeczywiście się różnią.
W mózgu mamy zakodowane wspomnienia naszego głosu i to wspomnienie jest bogatsze niż sam głos, który słyszymy podczas odtwarzania go z taśmy.
Faktem jest, że słuchanie nagrania własnego głosu przypomina słuchanie ulubionej symfonii w kiepskim radiu tranzystorowym - dźwięk coś-jakby nam przypominał, ale zdaje się że tylko słabą, a nawet marną imitację autentyku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)