"Zmętnienie" wody, którą akurat nalewamy z kranu, to nic innego, jak uwalniające się pęcherzyki powietrza. Wiele z nich powstaje, gdy woda trafia do metalowego aeratora tuż przed wypłynięciem z kranu. Jeszcze więcej pęcherzyków powstaje, gdy wlewamy świeżą wodę do pojemnika, w którym już jest woda. Świeżo nalana woda powoduje zawirowania, burząc wodę w pojemniku: mieszanie się jednej z drugą powoduje uwięzienie kolejnych pęcherzyków powietrza.
Zmętnienie szybko znika, ponieważ lżejsze od wody pęcherzyki wypływają na powierzchnię i pękają, a pozostałe rozpuszczają się w wodzie, zanim dotrą na górę.
Uwięzione pęcherzyki powietrza szybciej rozpuszczają się w zimnej wodzie, tak więc zmętnienie gorącej wody utrzymuje się dłużej i jest bardziej wyraźne.
Zimna woda zazwyczaj rozpuszcza więcej gazów, lepiej też smakuje niż ciepła. Dlatego też, większość przepisów kulinarnych oraz instrukcji obsługi ekspresów do kawy zaleca stosowanie zimnej wody do przygotowywania potraw i napojów.
Natomiast zdarzyć się może, że podczas nalewania wody z kranu poza zmętnieniem wody zobaczymy na jej powierzchni lekką pianę. To najprawdopodobniej oznacza, że mieszkamy w rejonie, którego obsługują zakłady uzdatniania wody nie wyposażone w najlepsze filtry i posługujące się przestarzałymi technologiami oczyszczania.
Efektem zastosowania nowych rozwiązań jest niemal zerowa mętność i krystalicznie przejrzysta barwa dostarczanej wody oraz bardzo dobre oczyszczenie ze szkodliwych dla zdrowia substancji organicznych, w tym detergentów, które jak niełatwo się domyślić są głównym sprawcami tworzącej się piany... w rzekomo czystej wodzie.
*W USA picie wody z kranu jest tak naturalne jak oddychanie. Do każdego
posiłku na stół wędrują 2 pitchery (dzbany) - w jednym
jest woda - oczywiście z kranu - z lodem, a w drogim jest sok z lodem. Zamówiona w restauracji woda będzie również pochodziła z kranu. Butelkowana jest zdecydowanie droższa i zamawiają ją głównie nieświadomi "wodnych obyczajów" obcokrajowcy, zwłaszcza Europejczycy.
czwartek, 8 kwietnia 2010
wtorek, 6 kwietnia 2010
Czego nie zabije wojna nuklearna?
Tkwimy w przekonaniu o niezniszczalności karaluchów. Nienawidzimy ich i traktujemy z najwyższym obrzydzeniem. Sam fakt, że po odcięciu głowy żyją jeszcze tydzień wprawia nas w najwyższe zdumienie i lęk. Ale to nie karaluchy przetrwają wojnę nuklearną.
Naukowcy udowodnili, że karaluchy bardzo szybko poddałyby się śmiercionośnemu promieniowaniu. Człowiek umrze, gdy otrzyma dawkę promieniowania na około 1000 radów, karaluch - by go unicestwić - potrzebuje 20 tysięcy radów, muszka owocowa 64 tysięcy, a osa - 180 tysięcy radów.
Jednak berło wytrzymałości na promieniowanie dzierży bakteria Deinococcus radiodurans, która przeżyje uderzenie 1,5 mln radów. Jak widać, bakteria ta nazywana jest nie bez powodów Conanem Bakterią, jest różowa i ma zapach zgniłej kapusty. Odkryto ją w różnych miejscach: w puszce napromieniowanego mięsa, w odchodach słonia i lamy, napromieniowanym mięsie ryby i kaczki, w granicie z Antarktydy. Dzięki takiej odporności na promieniowanie, posiada również niezwykłą odporność na działanie wysokich temperatur i trucizn, pozostając w nienaruszonym DNA. Nic dziwnego, że naukowcy z NASA uwierzyli, że odnalezienie życia na Marsie jest możliwe.
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Jak trzylatkowi
Ludzie potrzebują podciągania swojego poziomu, prawda?
Ja nie jestem tu żadnym wyjątkiem.
Dlatego bardzo chciałabym zrozumieć takie oto zdanie:
"To przykład błędnego rozumowania, zwanego błędem formalnym, gdzie wniosek nie wynika z przesłanek, nawet jeśli te są prawdziwe".
Jeśli ktoś potrafi mi go wyjaśnić za pomocą przykładu, metafory, scenki rodzajowej będę zobowiązana, wdzięczna i w ogóle...
Najlepiej jak trzylatkowi.
piątek, 2 kwietnia 2010
Liczba Bestii
Symbolem budzącego postrach Antychrysta wg Apokalipsy Św. Jana, ostatniej i najdziwniejszej księgi Pisma Świętego, była liczba 666: "Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego sześćset sześćdziesiąt sześć".
Ale jest to błędna liczba.
W 2005 roku, na podstawie nowego tłumaczenia tekstu Księgi Apokalipsy, dowiedzieliśmy się, że pechową liczbą jest liczba 616.. Papirus sprzed 1700 lat odnaleziono na wysypiskach śmieci w Egipcie. Odczytał go zespół z Uniwersytetu w Birmingham, prowadzący badania paleograficzne pod kierownictwem prof. Davida Parkera. Nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy chcąc ominąć feralną liczbę 666, wydali fortunę.
W 2003 roku w USA, autostrada nr 666, znana jako "autostrada Bestii" - została przemianowana na autostradę 491. A Moskwianom musi być jeszcze mniej do śmiechu. W 1999 roku wybrany został nowy numer dla przeklętej trasy autobusowej (666) i został nim nowy numer 616. Apokalipsa była pierwszą z ksiąg Nowego Testamentu, która została zapisana. Mnóstwo w niej liczbowych zakamarków idealnych dla miłośników zagadek i symboli. Każdej z 22 liter hebrajskiego alfabetu odpowiada liczba, dlatego każda liczba może być odczytywana także jako słowo.
Ciekawostką jest też fakt, że przyjaciel Karola Marksa, Fryderyk Engels, poddał Biblię analizie i przedstawił ją w swojej książce "O religii". Już jego zdaniem liczba Bestii wynosiła 616, nie 666. Zarówno Parker, jak i Engels zgadzają się w jednym: Księga Apokalipsy jest politycznym traktatem antyrzymskim, zaszyfrowanym numerologicznie, by ukryć prawdziwe przesłanie. Liczba Bestii odnosi się do Kaliguli lub Nerona, znienawidzonych ciemiężców pierwszych chrześcijan. Istnienie straszydła należy zaś poddać dużym wątpliwościom.
I UWAGA!
1. Strach przed liczbą 666 to Hexakosioihexekontahexaphobia.
2. Strach przed liczbą 616 to Hexakosioidekahaxaphobia.
3. Po dodaniu wszystkich liczb w ruletce otrzymamy liczbę 666.
Fascynujące?
Ale jest to błędna liczba.
W 2005 roku, na podstawie nowego tłumaczenia tekstu Księgi Apokalipsy, dowiedzieliśmy się, że pechową liczbą jest liczba 616.. Papirus sprzed 1700 lat odnaleziono na wysypiskach śmieci w Egipcie. Odczytał go zespół z Uniwersytetu w Birmingham, prowadzący badania paleograficzne pod kierownictwem prof. Davida Parkera. Nie jest to dobra wiadomość dla tych, którzy chcąc ominąć feralną liczbę 666, wydali fortunę.
W 2003 roku w USA, autostrada nr 666, znana jako "autostrada Bestii" - została przemianowana na autostradę 491. A Moskwianom musi być jeszcze mniej do śmiechu. W 1999 roku wybrany został nowy numer dla przeklętej trasy autobusowej (666) i został nim nowy numer 616. Apokalipsa była pierwszą z ksiąg Nowego Testamentu, która została zapisana. Mnóstwo w niej liczbowych zakamarków idealnych dla miłośników zagadek i symboli. Każdej z 22 liter hebrajskiego alfabetu odpowiada liczba, dlatego każda liczba może być odczytywana także jako słowo.
Ciekawostką jest też fakt, że przyjaciel Karola Marksa, Fryderyk Engels, poddał Biblię analizie i przedstawił ją w swojej książce "O religii". Już jego zdaniem liczba Bestii wynosiła 616, nie 666. Zarówno Parker, jak i Engels zgadzają się w jednym: Księga Apokalipsy jest politycznym traktatem antyrzymskim, zaszyfrowanym numerologicznie, by ukryć prawdziwe przesłanie. Liczba Bestii odnosi się do Kaliguli lub Nerona, znienawidzonych ciemiężców pierwszych chrześcijan. Istnienie straszydła należy zaś poddać dużym wątpliwościom.
I UWAGA!
1. Strach przed liczbą 666 to Hexakosioihexekontahexaphobia.
2. Strach przed liczbą 616 to Hexakosioidekahaxaphobia.
3. Po dodaniu wszystkich liczb w ruletce otrzymamy liczbę 666.
Fascynujące?
czwartek, 1 kwietnia 2010
Od strun skrzypiec do Brahmsa
Panowało niegdyś przekonanie, że struny do skrzypiec robi się z kocich jelit. I byli tacy, którzy w to wierzyli...
Ale to oczywiście wielkie mydlenie oczu, który stworzyli włoscy lutnicy, żeby zabezpieczyć swój wynalazek. Odkryli bowiem, że dobre struny można wytwarzać z owczych jelit. Opowiadając wszystkim dookoła, że ich struny wykonane są z kocich jelit, chronili patent na swoje genialne odkrycie. Dodatkowym atutem dla tej zmyślonej historii był fakt, że w tamtych czasach wierzono, że zabicie kota przynosi strasznego pecha.
Do 1750 roku wszystkie skrzypce miały więc struny wyłącznie z owczych jelit.
Jak się preparowało taką strunę?
Otóż, jelito jeszcze ciepłe wyjmuje się ze zwierzęcia, oczyszcza z tłuszczu i odpadków i od razu moczy się je w zimnej wodzie. Najlepsze części tnie się na wstążki i skręca dopóty, dopóki nie powstanie struna wymaganej grubości. Od razu zadajemy sobie pytanie, czy nadal takie praktyki funkcjonują? We współczesnych strunach łączy się jelita, nylon i stal, chociaż większość miłośników muzyki wciąż wierzy, że samo jelito daje lepszy, bardziej miękki i cieplejszy dźwięk.
Przy tej okazji warto wspomnieć pewną historię, którą w swojej fantazji i złośliwości zapoczątkował Richard Wagner. Jako, że nie znosił Johannesa Brahmsa, rozpowszechniał informacje, które miały na celu zdyskredytowanie go. Wymyślił, że Brahms otrzymał w prezencie od czeskiego kompozytora Dworzaka „czeski łuk na wróble”, z którego rzekomo Brahms miał strzelać do kotów z okna swojego wiedeńskiego mieszkania. Dalszy ciąg historii mówił o tym, że „po ugodzeniu biednych zwierząt, wciągał je do pokoju jak rybak pstrągi. Następnie ochoczo słuchał gasnących jęków swoich ofiar i dokładnie opisywał w notatniku ich uwagi ante mortem".
Ktoś, kto zachowałby zdrowy rozsądek, zanim uwierzyłby w tę historię, dowiedziałby się, że koty umierają w ciszy, tak jak większość zwierząt. Poza tym Wagner nigdy nie był w mieszkaniu Brahmsa, Dworzak nie posiadał łuku na wróble, ale jak wiadomo - plotka ma wielką siłę rażenia. Opinia kociego oprawcy przylgnęła do Brahmsa i plotkę tę powtarzano jako fakt w kilku biografiach kompozytora. A będąc na tamtym już świecie trudno mu się bronić przed tą wyjątkową niedorzecznością.
Ale to oczywiście wielkie mydlenie oczu, który stworzyli włoscy lutnicy, żeby zabezpieczyć swój wynalazek. Odkryli bowiem, że dobre struny można wytwarzać z owczych jelit. Opowiadając wszystkim dookoła, że ich struny wykonane są z kocich jelit, chronili patent na swoje genialne odkrycie. Dodatkowym atutem dla tej zmyślonej historii był fakt, że w tamtych czasach wierzono, że zabicie kota przynosi strasznego pecha.
Do 1750 roku wszystkie skrzypce miały więc struny wyłącznie z owczych jelit.
Jak się preparowało taką strunę?
Otóż, jelito jeszcze ciepłe wyjmuje się ze zwierzęcia, oczyszcza z tłuszczu i odpadków i od razu moczy się je w zimnej wodzie. Najlepsze części tnie się na wstążki i skręca dopóty, dopóki nie powstanie struna wymaganej grubości. Od razu zadajemy sobie pytanie, czy nadal takie praktyki funkcjonują? We współczesnych strunach łączy się jelita, nylon i stal, chociaż większość miłośników muzyki wciąż wierzy, że samo jelito daje lepszy, bardziej miękki i cieplejszy dźwięk.
Przy tej okazji warto wspomnieć pewną historię, którą w swojej fantazji i złośliwości zapoczątkował Richard Wagner. Jako, że nie znosił Johannesa Brahmsa, rozpowszechniał informacje, które miały na celu zdyskredytowanie go. Wymyślił, że Brahms otrzymał w prezencie od czeskiego kompozytora Dworzaka „czeski łuk na wróble”, z którego rzekomo Brahms miał strzelać do kotów z okna swojego wiedeńskiego mieszkania. Dalszy ciąg historii mówił o tym, że „po ugodzeniu biednych zwierząt, wciągał je do pokoju jak rybak pstrągi. Następnie ochoczo słuchał gasnących jęków swoich ofiar i dokładnie opisywał w notatniku ich uwagi ante mortem".
Ktoś, kto zachowałby zdrowy rozsądek, zanim uwierzyłby w tę historię, dowiedziałby się, że koty umierają w ciszy, tak jak większość zwierząt. Poza tym Wagner nigdy nie był w mieszkaniu Brahmsa, Dworzak nie posiadał łuku na wróble, ale jak wiadomo - plotka ma wielką siłę rażenia. Opinia kociego oprawcy przylgnęła do Brahmsa i plotkę tę powtarzano jako fakt w kilku biografiach kompozytora. A będąc na tamtym już świecie trudno mu się bronić przed tą wyjątkową niedorzecznością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)